czwartek, 8 sierpnia 2013

Kielecki wynalazca leczy srebrem i złotem najcięższe choroby

Medyczna sensacja? Kielecki wynalazca leczy srebrem i złotem najcięższe choroby

Kielecki wynalazca stworzył linię kosmetyków ze złotem, srebrem, z krzemem. Dowodzi, że wszystkie wspaniale leczą, być może także choroby nowotworowe.
Najnowszy wynalazek Ag 124 Stanisław Szczepaniak prezentuje na V Międzynarodowej Warszawskiej Wystawie Innowacji IWIS 2011.
Najnowszy wynalazek Ag 124 Stanisław Szczepaniak prezentuje na V Międzynarodowej Warszawskiej Wystawie Innowacji IWIS 2011.
(Łukasz Zarzycki)
Nie medale i dyplomy, których ma mnóstwo, ale podziękowania od ludzi chorych są najcenniejsze dla kielczanina Stanisława Szczepaniaka, wynalazcy, który stworzył linie kosmetyków ze złotem, srebrem, z krzemem. Mówi, że działają one lepiej niż lekarstwa.

– Dostaję telefony, listy, maile z opisami tak różnych oddziaływań moich preparatów, że nawet mnie to zdumiewa – przyznaje Szczepaniak.

SAM ZWALCZĘ CHOROBĘ!

Szczepaniak, chemik z wykształcenia, którego specjalnościami są galwanotechnika, czyli nakładanie powłok metalowych, oraz ulepszanie paliw, zainteresował się preparatami służącymi zdrowiu, kiedy sam je stracił. – W 2002 roku okazało się, że umrzeć mogę w każdej chwili, miałem tętniaka aorty tak potężnego, że lekarze dziwili się, że jeszcze żyję – opowiada.

Chociaż rodzina ściągnęła z Włoch światowej sławy kardiochirurga, by go operował, on uciekł. – Po tym, jak na stole zmarł mój kolega, dyrektor Polfy, dali mi dwa dni wolnego, chyba, bym pożegnał się z rodziną – śmieje się Stanisław Szczepaniak. 

– Moja operacja miała być jeszcze bardziej ryzykowna i skomplikowana. Nie wróciłem do szpitala, ale rzuciłem się do czytania o przyczynach chorób.

To, co zwróciło jego uwagę, to zawartość minerałów. – Ja miałem śladowe ilości krzemu, a to oznaczało, że nie przyswajam kolagenu i dlatego mam tak kruche naczynia krwionośne – mówi. – Naturalne, że zacząłem szukać sposobów, jak temu zaradzić. Przy mojej wadze około 100 kilogramów tracę codziennie 30 gramów kolagenu: w wypadających włosach, rosnących paznokciach, z potem, kałem. Muszę więc jeść to, co dostarcza kolagen: golonkę, ryby łososiowate, podroby, galaretki, jajka. Ale muszę też pamiętać, by spożywać je z naturalną witaminą C. To nie przypadek, że galaretę jemy pokropioną cytryną lub octem, tak samo ryby – wyjaśnia.

Zagłębiając się w tajemnice ludzkiego ciała i fizjologii, doszedł do komórek. – Zrozumiałem, że by cokolwiek dotarło do komórki i ją odżywiło, musi pokonać błonę komórkową, być tak małe jak jony potasu i sodu, które ją przenikają. Szukałem suplementów z minerałami odpowiadającymi tym normom, ale ich nie znalazłem. Nawet te obecne na rynku, liczone w nanometrach, były kilkaset razy większe niż powinny być. Były jak głazy, które powinny się zmieścić w igielnym uchu.

KOSMETYKI, KTÓRE… LECZĄ

Kilka lat badań zajęło mu opracowanie technologii uzyskiwania koloidalnego złota i srebra. Preparaty Au 100 i Ag 100 zawierają monojonowe złoto i srebro, a średnica jonu jest mniejsza od 0,2 nanometra. – Dzięki temu z łatwością wnika do komórki i podejmuje pracę naprawczą – wyjaśnia wynalazca. – Pomaga nawet przy genetycznych chorobach.

Dlaczego sięgnął po złoto i srebro? – Nie miałem wątpliwości, to pierwiastki używane przez ludzi od tysiącleci, antybakteryjne działanie srebra jest znowu powszechnie znane, stosuje się je w odzieży.
Swoje wynalazki: złoto, srebro, krzem, zarejestrował jako kosmetyki, bo rzeczywiście mają i takie działanie. – Procedura rejestrowania suplementów diety jest skomplikowania i kosztowna nie tylko u nas, ale i w Niemczech, w Stanach Zjednoczonych odmówiono zarejestrowania koloidalnego srebra i złota, ale ja mam wszystkie potrzebne certyfikaty.

Na opakowaniach napisane jest, że preparaty służą do użytku zewnętrznego, ale bardzo wiele osób pije je. – Te preparaty są nieszkodliwe dla ludzi i zwierząt – podkreśla wynalazca. – Co więcej, niemal codziennie dostaję informacje o ich zdrowotnym działaniu i nawet mnie zadziwia w jak wielu chorobach pomagają.

WAŻNE LISTY

Ludziom chorym Szczepaniak rozdaje preparaty z jedną prośbą: by po kuracji przekazali dokładne informacje o przebiegu choroby. Dzięki temu prezentując swoje wynalazki na targach, a także w Internecie, zamieszcza pod nimi opinie użytkowników. Na dowód pokazuje listy z ostatnich dni. 

Podziękowanie od 31-letniej kobiety, wyleczonej po kilku tygodniach z boreliozy. – Była w fatalnym stanie – przyznaje Szczepaniak. – Brała srebro, organiczny krzem. Trwało to niecały miesiąc. Krzem i srebro pomogły zatrzymać rozwój brodawczaka odwróconego nosa. – Nie jestem lekarzem, więc o wielu z tych chorób nawet nie słyszałem – dodaje.

Każdy z preparatów wypróbowywał najpierw na sobie i dzisiaj, mając 67 lat, wygląda na dziesięć mniej. – Odmłodniałem, odkąd je zażywam – przyznaje. Wynalazki testują także najbliżsi: żona, syn, synowa. – Au 100 zakrapiam oczy i zauważyłem, że wzrok mi się poprawił, używam takich okularów jak piętnaście lat temu, właściwie to używam ich z przyzwyczajenia – śmieje się Szczepaniak.

TEST NA PSACH 

Stanisław Szczepaniak mówi, że kilka osób z dobrym skutkiem stosowało jego preparaty walcząc ze zmianami nowotworowymi. – Walka z rakiem to dłuższa historia, wymaga wielotorowego działania: trzeba pamiętać o odkwaszeniu organizmu – pomaga picie tak zwanej żywej wody, podawaniu środków grzybobójczych zwalczających candidę albicans. Trzeba ograniczyć węglowodany, bo komórki rakowe tym się odżywiają, stwierdzono w nich 15-20 razy więcej glukozy niż w innych, trzeba też dotleniać organizm, czy to przy pomocy specjalnego oddychania, ozonu, czy nawet wody utlenionej – wylicza. – Jestem pod wrażeniem odkryć Otto Wartburga, niemieckiego biochemika, laureata nagrody Nobla. O tym jest w jego pracach – wyjaśnia Szczepaniak. 

– Dzisiaj zabicie komórek rakowych nie jest problemem, ale równie ważne jest usunięcie z wątroby tych martwych, bardzo toksycznych. Polecam stosowanie lewatyw z kawy, zgodnie z terapią Gersona. Brzmi dziwnie? Znam osoby, które stosowały taką lewatywę, oczyszczając wątrobę i drogi żółciowe, nawet osiem razy dziennie i z dobrym skutkiem.

Podaje kilkanaście wyleczeń z raka: piersi, trzustki i płuc. – Ten ostatni to przypadek naszego pracownika, młodego człowieka. Na wszystko mam dokumenty, ale nie twierdzę, że to moja zasługa, raczej opatrzności. Los nauczył mnie pokory – nie mogę się chełpić, bo wtedy natychmiast dostaję po nosie. Dla mnie to ogromna satysfakcja, że komuś udało się pomóc, a że czasami wyzywają mnie od geniuszy? Śmieję się z tego.

Teraz pracuje nad preparatem antyrakowym dla zwierząt. – W zespole są weterynarze i lekarze. Pierwszej próbie poddaliśmy trzydzieści chorujących na raka psów, kilka było już w stanie do uśpienia. Rezultaty są zachęcające, bo wszystkie żyją i mają się dobrze.

Nie rozszerzy badań na ludzi, bo orientował się w cenach. – Trzeba mieć 20 milionów, ja takich pieniędzy nie posiadam, ale gdyby znalazł się sponsor, możemy próbować – mówi.

WSPÓŁPRACUJĘ Z LEKARZAMI

Teraz na V Międzynarodowej Warszawskiej Wystawie Innowacji IWIS 2011 pierwszy raz pokaże najnowszy preparat Ag 124. 

– Roztwór monojonowego srebra wzbogaciłem organicznym borem – wyjaśnia. – Bor to niedoceniany pierwiastek. Jego niedobór osłabia funkcjonowanie mózgu, zdolności poznawcze, stosuje się go przy leczeniu raka prostaty i szyjki macicy, bor zapobiega zakrzepom krwi. Niestety, w pożywieniu prawie go nie ma, bo nie ma go w glebie. Najwięcej boru zawierają orzechy.

Szczepaniak podkreśla, że lekarze nie odsądzają go od czci i wiary. – Z kilkoma współpracuję, dzielimy się spostrzeżeniami po zastosowaniu preparatów z mikroelementami. Nie jestem ortodoksyjnym wrogiem antybiotyków. Jednak przy wsparciu mikroelementów można zażywać mniejsze dawki antybiotyków, a działają one bardzo mocno. Czasami wystarczą bakteriobójcze właściwości srebra, które ma tę przewagę, że nie powoduje mutowania i uodparniania się bakterii. Cząsteczki srebra nie atakują mikroorganizmów bezpośrednio. Ich działanie polega na dezaktywacji enzymu, którego jednokomórkowe bakterie, wirusy i grzyby używają w metabolizmie tlenowym. Na skutek tego procesu mikroorganizmy obumierają w ciągu kilku minut. I prawdopodobnie dlatego bakterie nie są w stanie rozwinąć odporności na cząsteczki srebra, tak jak dzieje się to w przypadku antybiotyków. 

Dwa tygodnie temu Stanisław Szczepaniak podpisał umowę z Politechniką Świętokrzyską na wspólny projekt badawczy: otrzymywanie wodoru – z elektrolizy wody – jako źródła odnawialnej energii. Inwex ma formułować wnioski badawcze i występować o dofinansowanie ich realizacji do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, zaś uczelnia – jako główny udziałowiec – udostępni swoją bazę laboratoryjną oraz zaangażuje do badań także własnych specjalistów. Ich celem jest znalezienie alternatywnego do tradycyjnych, taniego i ekologicznego źródła energii. – Do projektu wchodzi też uniwersytet, przygotowujemy umowę – mówi Szczepaniak.– Liczę, że dzięki temu powstaną małe generatory, które będą mogły pojawić się w domach.

piątek, 2 sierpnia 2013

Flora jelitowa

Flora jelitowa: Twój wewnętrzny ogród

100 000 miliardów przyjaciół w Twoich jelitach

Wiele osób nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że w ich jelitach żyją liczne drobnoustroje, które tworzą ważny dla ludzkiego zdrowia ekosystem. Składa się on z około 100 000 miliardów bakterii i drożdży, czyli ważącej ponad dwa kilogramy żywej materii. Te znajdujące się w Twoich jelitach drobnoustroje są cały czas aktywne i chronią Cię przed chorobami, lecz mogą także sprzyjać różnym schorzeniom.
Te mikroorganizmy są tak liczne i tak zróżnicowane, że naukowcy nazywają je „florą jelitową”. Flora ta może składać się z pożytecznych drobnoustrojów i być jak ogród – piękna i zadbana. Ale może też przypominać zarośnięte chwastami nieużytki, a nawet... wysypisko śmieci.
Bakterie przedostają się do Twojego przewodu pokarmowego wraz z pożywieniem.
Osoba, która posiada odpowiednią florę jelitową, jest w stanie w całości trawić spożywane jedzenie. Przyswaja ona składniki odżywcze i pozbywa się niestrawionych resztek, nie pozwalając szkodliwym mikroorganizmom przedostać się przez ściany jelita i udaremniając im wywołanie stanu zapalnego. Układ odpornościowy takiej osoby działa prawidłowo, więc rzadko choruje i ma dużo energii. Wszystkie jej narządy są zdrowe.
Natomiast osoba, której flora jelitowa jest nieprawidłowa, cierpi na wzdęcia, biegunki lub zaparcia, ma nieświeży oddech lub często boli ją głowa. Mimo tego, że zdrowo się odżywia, pożywienie przechodzi przez jej układ pokarmowy w praktycznie niezmienionej formie. W związku z tym jej organizm nie przyswaja witamin, mikroelementów czy niezbędnych kwasów tłuszczowych. Taka osoba czuje się osłabiona, często choruje i więcej czasu zajmuje jej powrót do zdrowia.

W jaki sposób możesz zadbać o swoją florę jelitową?

O florze jelitowej nadal wiemy mało.
Trudno ją badać, ponieważ 80% tworzących ją bakterii to bakterie ściśle beztlenowe. Oznacza to, że nie są one w stanie przeżyć w obecności tlenu. Dlatego też – ze względu na wymogi „żywieniowe” tych bakterii – bardzo trudno je wyhodować w warunkach laboratoryjnych. W związku z tym wiele szczegółów na temat ich budowy i funkcji nadal pozostaje dla naukowców zagadką.
Zacznijmy jednak od początku.
Tuż przed urodzeniem Twój  układ pokarmowy był całkowicie sterylny. W momencie kontaktu z matką, a także ze środowiskiem i pożywieniem układ pokarmowy stopniowo zapełnia się drobnoustrojami pochodzącymi z zewnątrz.
Z biegiem czasu w Twoim organizmie odkładają się bakterie, które trafiają przede wszystkim do jelita grubego i jego końcowego odcinka, nazywanego okrężnicą.
Flora jelitowa każdego z nas jest wyjątkowa, tak samo jak niepowtarzalny jest – ze względu na różnorodność znajdujących się w nim roślin – każdy ogród. Tak więc Twoja flora jelitowa będzie składała się z innych bakterii niż na przykład flora Twoich bliskich. Najnowsze badania porównujące skład mikroflory bakteryjnej w kale wykazały, że w grupie dziesięciu dorosłych osób rzadko można znaleźć więcej niż jedną taką samą bakterię w próbkach kału, nawet jeśli osoby te odżywiają się w podobny sposób – wyjaśnia Gérard Corthier, naukowiec z wydziału ekologii i fizjologii układu pokarmowego Inra (Narodowego Instytutu Badań Rolniczych). Skład flory jelitowej jest więc tak wyjątkowy jak odciski palców!

Bomba atomowa w Twoich jelitach

Przez dziesiątki lat naukowcy znali tylko jeden czynnik zaburzający skład flory jelitowej – antybiotyki (a więc substancje zabijające bakterie).
Jeżeli w Twoich jelitach znajdują się „patogeny”, czyli bakterie chorobotwórcze wywołujące choroby takie jak krwawe biegunki, lekarz może przepisać Ci antybiotyk, który je zabije. Problemem jest to, że antybiotyki działają jak bomba atomowa. Zabijają bowiem wszystkie bakterie, zarówno te dobre, jak i złe, powodując wyjałowienie jelit. Kluczowym zadaniem dobrych bakterii znajdujących się w Twoich jelitach jest wspomaganie trawienia, w związku z czym przyjmowanie antybiotyków skutkuje często biegunką. Jednak może być jeszcze gorzej.
Jeśli wszystkie „dobre” bakterie zginą, Twoje jelita staną się jałowe i podatne na rozwój złych bakterii. Może to być niezwykle niebezpieczne. W ten sposób ryzykujesz doprowadzeniem do zakażenia układu pokarmowego, które z kolei może prowadzić do sepsy – wiążącej się z ryzykiem zgonu. Ryzyko to jest zwiększone wtedy, gdy w jelitach pojawią się patogeny oporne na antybiotyki, w tym najsilniejsze antybiotyki stosowane w leczeniu szpitalnym. Od maja do lipca 2011 roku zaobserwowano – najpierw w Niemczech, a później również w innych krajach w Europie – niepokojącą falę zgonów spowodowanych przez oporne na działanie wielu antybiotyków nowe szczepy bakterii Escherichia coli.

Rozwiązanie: probiotyki

Na szczęście naukowcy odkryli, że istnieje jeszcze inny sposób walki z patogenami znajdującymi się w jelitach. Zamiast łykać antybiotyki, które działają jak miotacze ognia, zabijając wszystko, co napotkają na drodze, możesz skorzystać z probiotyków, dzięki którym wesprzesz dobre bakterie i pomożesz im pokonać patogeny.
Probiotyki to specjalne preparaty zawierające bakterie o dobroczynnym działaniu na florę jelitową, a co za tym idzie – na trawienie, na układ odpornościowy (odporność na infekcje) oraz na układ krwionośny. Są to żywe bakterie lub drożdże dostarczane z pożywieniem, które zgodnie z oficjalną definicją podawane w odpowiedniej ilości przywracają równowagę flory jelitowej i mają pozytywny wpływ na nasze zdrowie.
Według Gary'ego Hufnagle'a, znanego z badań nad probiotykami (Uniwersytet Michigan, USA), wyniki najnowszych badań wskazują, że dieta bogata w probiotyki przynosi wiele korzyści. Jednakże nie wszystkie bakterie mogą być probiotykami. Aby można je było tak nazywać, muszą posiadać udowodnione właściwości prozdrowotne.

Co warto jeść, aby Twoja flora jelitowa zapewniała Ci zdrowie?

Ludzie od tysięcy lat instynktownie wiedzą, że wszelkie potrawy, które powstały z udziałem drobnoustrojów, są dobre dla zdrowia. W Polsce i w innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej, w Rosji i na Bliskim Wschodzie od setek lat spożywa się produkty poddane fermentacji i są one uznane za pokarmy sprzyjające zachowaniu zdrowia i długowieczności. I słusznie! Już czterdzieści lat temu naukowcy stwierdzili, że proces fermentacji, powodujący rozwój wielu bakterii, może wspomagać wytwarzanie bakterii probiotycznych, mających niezwykle korzystny wpływ na zdrowie.
Wiele współczesnych produktów spożywczych poddawanych jest procesowi fermentacji. Należą do nich między innymi: piwo, wino, ocet, herbata, kawa, czekolada, chleb, sos sojowy itp. Niestety bakterie najczęściej giną podczas gotowania, palenia (np. kawy) czy sterylizacji. Niekiedy są też eliminowane przed wysłaniem towaru do sklepów (w procesach klarowania wina, octu, piwa, sosu sojowego itp).
Jednakże nadal można kupić wiele produktów zawierających sporo dobrych bakterii, które mają pozytywny wpływ na Twoją florę jelitową. Mleko poddane procesom fermentacji zawiera bardzo dużo bakterii i niektórzy producenci wybierają starannie szczepy bakterii wykorzystywane w procesach produkcyjnych: Lactobacillus casei, Lactobacillus acidophilus, Bifidus actif essensis… W jogurtach można znaleźć także szczepy Lactobacillus bulgaricus oraz Streptoccocus thermophilus. Jeden gram jogurtu zawiera dziesięć milionów bakterii. To tyle samo, co w jednym gramie kiełbasy lub sera. Jednakże, aby dostarczać Twojemu ciału więcej pożytecznych bakterii, znacznie łatwiej (i mniej kalorycznie!) jest jeść codziennie 100 g jogurtu niż 100 g wędlin czy sera.
Możesz też wzbogacać swoją florę jelitową w inny sposób: przyjmując probiotyki w formie suplementów diety, na przykład kapsułek zawierających dokładną liczbę bakterii lub też jednostek tworzących kolonie (CFU, z ang. colony forming unit). Drożdże Saccharomyces boulardii można znaleźć w drożdżach piwnych, czyli „aktywnych”, które zawierają żywe mikroorganizmy.
Ale uwaga! W raporcie opublikowanym w amerykańskim serwisie ConsumerLab.com (należącym do niezależnej organizacji oceniającej produkty zdrowotne) podano, że w wielu kapsułkach z probiotykami znajduje się mniej bakterii niż wskazano na opakowaniu1, co oznacza, że nie pomagają nam one w wystarczający sposób.
Życzę zdrowia
Jean-Marc Dupuis
***
UWAGA WSZYSTKIE OSOBY CIERPIĄCE NA ZGAGĘ!
Wczoraj ukazał się nowy numer Dossier Naturalnych Terapii: Leczenie zgagi. Łagodne rozwiązanie bolesnego problemu.
Przeczytasz  w nim o naturalnych sposobach, które mogą pomóc złagodzić tę przykrą dolegliwość, m.in.:
  • dowiesz się, jakie niebezpieczeństwa grożą Ci, jeśli długotrwale przyjmujesz leki na zgagę (szczególnie ostrożne powinny być osoby po 65. roku życia) i czym te leki zastąpić, aby nie odczuwać dolegliwości,
  • wskażemy Ci dietę, której stosowanie pozwala się pozbyć zgagi już po tygodniu-dwóch (przy okazji to niezwykle skuteczny sposób na schudnięcie bez efektu jo-jo, pozwala na 2-3 razy większą utratę kilogramów niż pozostałe diety),
  • poznasz też sposób na zgagę, który – i to dodatkowy bonus z jego stosowania – pomoże Ci również lepiej spać.
Aby otrzymać ten i inne raporty z serii Dossier Naturalnych Terapii, proszę KLIKNIJ TUTAJ.
***
Źródła:
(1) http://www.consumerlab.com/results/probiotics.asp
Kliknij odpowiednią ikonę, aby polecić newsletter Poczta Zdrowia swoim znajomym!
Jeśli chcesz bezpłatnie otrzymywać ten newsletter, a jeszcze go nie prenumerujesz, kliknij tutaj
Możesz skomentować ten artykuł na stronie www.pocztazdrowia.pl

niedziela, 14 lipca 2013

Burak czyni cuda!

Burak czyni cuda!

Miliony ludzi w Polsce cierpi na nadciśnienie tętnicze, nie widząc, że mogą je wyleczyć w ciągu kilku dni pijąc sok z... buraka ćwikłowego.
Sok z buraka zamiast garści tabletek
Sok z buraka zamiast garści tabletek / fot. ©123RF/PICSEL
Kilka lat temu (wykonując wyjątkowo stresującą pracę) nabawiłem się nadciśnienia tętniczego. Próby farmakologicznego leczenia zakończyły się umiarkowanym sukcesem: ciśnienie miałem nadal podwyższone (choć już nie wysokie), wskutek ubocznego działania aż trzech rodzajów tabletek, które przyjmowałem, czułem się stale zmęczony i psychicznie zdołowany!
W desperacji rozpocząłem przeszukiwać nieskończone zasoby internetu w nadziei, że może znajdę  jakąś ludową metodę wyleczenia  trawiącej mnie choroby. I znalazłem! Natrafiłem na ten artykuł: http://www.eioba.pl/a/2g5c/nowy-supernapoj-sok-z-buraka-cwiklowego
Naukowcy z uniwersytetu w Exeter (badaniami kierowała pani profesor Amrity Ahluwalii)  udowodnili w badaniach, że rewelacyjne działanie w zakresie regulacji ciśnienia krwi ma sok z buraka ćwikłowego. Już po spożyciu jednej szklanki soku z buraka, po godzinie następuje zauważalne obniżenie ciśnienia krwi, po 3 godzinach ciśnienie spada maksymalnie i efekt taki utrzymuje się przez 24 godziny.

Bez specjalnego przekonania postanowiłem sprawdzić prawdziwość przedstawionej tezy.
"Ukręciłem" w sokowirówce szklankę soku z buraka, zmierzyłem ciśnienie krwi (160/90), wypiłem sok, odczekałem godzinę i zmierzyłem ciśnienie ponownie. Szok! Ciśnieniomierz wskazał 140/85, zaś po trzech godzinach 115/76. Od czterech lat nie miałem tak niskiego ciśnienia!
Stale kontrolując ciśnienie, zaprzestałem łykać tabletki, w zamian pijąc szklankę soku z buraka rano i wieczorem. Ciśnienia mam wzorcowe i czuję się doskonale fizycznie i psychicznie!
Ponieważ sok z buraka nie jest smaczny (a nawet powiedziałbym jest wstrętny), dodaję do niego w równej proporcji sok z marchwi i jabłek. Taka mieszanka jest już pyszna i z przyjemnością się ją pije!
Kurację "buraczaną" poleciłem kilkunastu znajomym, którzy podobnie jak ja mieli problemy z nadciśnieniem. W każdym przypadku kuracja zadziałała: ciśnienie krwi wróciło do normy, lekarstwa można było rzucić w kąt!
Niewiarygodna skuteczność soku z buraka ćwikłowego w leczeniu nadciśnienia, powinna zrewolucjonizować leczenie tej choroby! Każdy lekarz po stwierdzeniu u pacjenta nadciśnienia samoistnego (o niesprecyzowanej przyczynie) powinien zaordynować mu spożywanie soku z buraka i dopiero po stwierdzeniu nieskuteczności takiej terapii (o czym ja nie słyszałem), powinien sięgnąć po leki farmakologiczne!
Dlaczego lekarze tego nie czynią, choć rewelacyjną skuteczność kuracji "buraczanej" potwierdziły badania naukowe?
Z powodu sprzeczności interesów! Pacjent wyleczony z nadciśnienia sokiem z buraka już do lekarza z tą chorobą nie przyjdzie, kasy u niego nie zostawi!
Stowarzyszenie Plantatorów Buraka Ćwikłowego (o ile takowe jest?) nie zafunduje lekarzom wycieczek na Bermudy, jak to czynią koncerny farmaceutyczne. Zresztą gdyby wiedza o rewelacyjnej skuteczności soku z buraka w leczeniu nadciśnienia stała się powszechna, to koncerny farmaceutyczne poszłyby z torbami!
Oficjalna medycyna nie ma żadnego interesu w tym, aby ludzie leczyli się z nadciśnienia tętniczego sokiem z buraka, wręcz przeciwnie: taka kuracja stanowi dla niej śmiertelne zagrożenie interesów finansowych!
Dlatego w trosce o własne zdrowie, miejmy do lekarzy umiarkowane zaufanie; oni też chcą żyć (i to na wysokim poziomie) i nigdy nie będą preferować metod leczenia, które pozbawią ich pacjentów i dochodów!
Dlatego też apeluję "Rodacy: pijmy sok z buraka, nie tylko wtedy gdy męczy nas nadciśnienie, ale nawet wtedy gdy mamy je w normie!"
Naukowcy z uniwersytetu w Exeter stwierdzili, że oprócz wielu różnych właściwości zdrowotnych (w tym regulacji ciśnienia tętniczego), sok z buraka jest bardzo silnie działającym  napojem energetyzującym!

piątek, 5 lipca 2013

Syrop z agawy

Nie trać pieniędzy na syrop
z agawy

Syrop z agawy powinien otrzymać główną nagrodę za największy sukces marketingowy przemysłu spożywczego. Ignorowany przez opinię publiczną (a także przez wielu ekspertów), zaczął pojawiać się w sklepach ze zdrową żywnością około dziesięciu lat temu, a następnie podbił rynek supermarketów. Można go dziś znaleźć niemal wszędzie. Polubiły go miliony ludzi. Dlaczego?
Specjaliści od marketingu, którzy wprowadzili syrop z agawy na rynek, wpadli na pomysł reklamowania go jako całkowicie nowej substancji słodzącej: lepszej od cukru, nie podnoszącej stężenia glukozy we krwi, niemalże takiej jak aspartam (sztuczny słodzik), a więc takiej, która może być zalecana cukrzykom. Ponadto syrop z agawy reklamowany jest jako całkowicie „naturalny” i „ekologiczny”.
Co więcej, podczas kampanii informacyjnych dotyczących syropu z agawy podawano, że jest on tradycyjnym produktem używanym od lat w Meksyku. Dzięki temu konsumentom łatwiej przełknąć wysoką cenę syropu i namówić ich do kupowania nowych linii wyrobów zawierających ten składnik. Obecnie syrop z agawy dodaje się do napojów, batoników zbożowych, deserów i innych produktów, które można znaleźć w dziale ze zdrową żywnością lub produktami dietetycznymi.
Jednakże tak naprawdę syrop z agawy nie jest ani tradycyjnym wyrobem, ani zdrowym produktem.
Jego indeks glikemiczny (IG), który określa wpływ spożycia danego produktu na poposiłkowe  stężenie glukozy we krwi, może być nawet nieco wyższy niż IG czystej glukozy. Nie jest on zalecany do spożycia przez cukrzyków oraz osoby, które chcą schudnąć lub stosować zrównoważoną dietę.

Czym jest agawa?

Agawa jest rośliną, która rośnie głównie w Meksyku, jednakże można ją znaleźć we wszystkich gorących i suchych regionach, a także w krajach śródziemnomorskich. Do niedawna znana była tylko jako główny składnik tequili. Gdy roślina osiągnie wiek dziesięciu lat, obcina się jej liście i wydobywa serce, które wygląda jak duży ananas i waży od 25 do 75 kilogramów. Następnie zbiera się ukryty w jego wnętrzu sok, z którego poprzez kilkugodzinne gotowanie, czyli w sposób podobny do wytwarzania syropu klonowego w Kanadzie, produkuje się „syrop z agawy”. W ten sposób otrzymuje się inulinę o wysokiej zawartości fruktozy, która jest jednym z cukrów o najmniej korzystnym działaniu na organizm.

Błędne informacje dotyczące syropu z agawy

Konsumenci uważają często, że syrop z agawy nie zawiera kalorii. To nieprawda. Łyżeczka syropu z agawy zawiera sześć kalorii, czyli tyle, co zwykły cukier. Cukrzycy i osoby zagrożone cukrzycą używają syropu z agawy, myśląc, że ma on niski indeks glikemiczny i nie prowadzi do wystąpienia tzw. szczytu glikemicznego.
Uwaga: w rzeczywistości zależy to od metody produkcji syropu z agawy. W zależności od rodzaju zastosowanej metody indeks glikemiczny (IG) syropu z agawy może wynosić od 55 (jak ugotowane do miękkości spaghetti) do 90 (czyli więcej niż biały cukier), lecz informacje te zazwyczaj nie są podawane na etykiecie.
Jeżeli masz cukrzycę, musisz wiedzieć, że nie przeprowadzono do tej pory zbyt wielu badań dotyczących wpływu syropu z agawy na cukrzycę; a wszystkie badania przeprowadzone w tym zakresie były prowadzone na szczurach, a nie na ludziach.

Dlaczego fruktoza stanowi problem?

Pozwól, że wyjaśnię jedną ważną kwestię. Skoncentrowana fruktoza nie występuje naturalnie ani w owocach, ani w innych produktach. W naturze zawsze towarzyszą jej enzymy, witaminy, minerały, błonnik i pektyna, a także inne rodzaje cukrów. Skoncentrowana fruktoza jest produktem procesu rafinacji.
Kiedy spożywasz owoce zawierające fruktozę, Twój przewód pokarmowy trawi ją w tym samym czasie, co inne zawarte w nich składniki pokarmowe. Natomiast kiedy jesz skoncentrowaną lub oczyszczoną fruktozę, jest ona natychmiast wchłaniana w jelicie cienkim do krwiobiegu i trafia prosto do wątroby, gdzie jest metabolizowana.
Jeśli uważnie przeczytałeś ostatni akapit, to wiesz już, na czym polega tajemnica tego, że owoce są korzystne dla zdrowia, a fruktoza – wręcz przeciwnie.
Fruktoza, która przedostaje się bezpośrednio do wątroby, jest przekształcana w trójglicerydy i magazynowana pod postacią tłuszczu. Oznacza to, że nie jest ona przekształcana w glukozę tak jak inne cukry. Nie powoduje ona więc wzrostu ani spadku stężenia cukru we krwi. Stąd też wyciągnięto wniosek, że syrop z agawy, który zawiera bardzo dużo skoncentrowanej fruktozy, jest odpowiedni dla cukrzyków. Jednakże jest dokładnie na odwrót.
Fruktoza jest inhibitorem leptyny, czyli hormonu, który przekazuje Twojemu ciału informację o tym, że zaspokoiłeś głód. Innymi słowy, fruktoza sprawia, że ciągle jesteś głodny. Oprócz tego, że fruktoza przyczynia się do powstawania nadwagi, powoduje ona odkładanie się tłuszczu w sposób niebezpieczny dla zdrowia, czyli w okolicy najważniejszych narządów (tłuszcz trzewny) i w okolicy brzucha. Zostało to udowodnione w ramach badania, którego wyniki opublikowano w 2009 r. w czasopiśmie Journal of Clinical Investigation1.
Wniosek: syrop z agawy zawiera bardzo dużo fruktozy, a fruktoza nie jest korzystna dla naszego zdrowia. Syrop z agawy wcale nie jest tradycyjnym wyrobem ani produktem naturalnym, lecz wynikiem procesu rafinacji. Należy go więc unikać.

Co zatem należy robić?

Mogę dać Ci kilka wskazówek, jednakże muszę też dodać, że trzeba będzie przyzwyczaić się do jedzenia mniejszych ilości cukru. Polacy jedzą ok. 41 kg cukru rocznie2, to stanowczo za dużo. W zdrowej diecie nie powinno znaleźć się więcej niż osiem kilogramów cukru rocznie. Aby jednak podjąć decyzje (często radykalne), dzięki którym będzie to możliwe, należy pamiętać o kilku kwestiach.
  • Unikaj sztucznych substancji słodzących. Powodują one więcej problemów niż naturalny cukier.
  • Zastępuj cukier miodem, czyli złożonym cukrem, który jest trawiony powoli, a oprócz kalorii z cukru dostarcza Ci innych substancji o dobroczynnym wpływie na Twój układ odpornościowy, takich jak antyoksydanty, aminokwasy oraz minerały (uwaga: to wcale nie oznacza, że możesz jeść miód w dużej ilości; jak każdy cukier, również miód powinieneś spożywać z umiarem).
  • Czy próbowałeś już stewii? Stewia to naturalna substancja słodząca wykorzystywana przez Indian Guarani zamieszkujących Paragwaj i Brazylię. Może ona być stosowana w ramach diety niskowęglowodanowej oraz diety dla cukrzyków. Niestety, jest ona dosyć droga.
Na zdrowie!
Jean-Marc Dupuis
PS: Zainteresował Cię ten artykuł, a nie jesteś jeszcze prenumeratorem bezpłatnego newslettera Poczta Zdrowia? Możesz go zaprenumerować, klikając tutaj. Dwa razy w tygodniu otrzymasz na swoją skrzynkę e-mail najnowsze i w pełni wiarygodne (potwierdzone wieloma badaniami naukowymi przeprowadzanymi na całym świecie) informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom.
Źródła:
(1) Kimber L. Stanhope, Jean Marc Schwarz, Nancy L.Keim, Steven C. Griffen, et al, «Consuming fructose-sweetened, not glucose-sweetends, beverages increases visceral adiposity and lipids and decreases insulin sensitivity in overweight/obese humans», The Journal of Clinical Investigation, 2009;119(5):1322-1334.
(2) Biuletyn Informacyjny Agencji Rynku Rolnego, sierpień 2006, nr 8 (182), str. 18.
Kliknij odpowiednią ikonę, aby polecić newsletter Poczta Zdrowia swoim znajomym!
Jeśli chcesz bezpłatnie otrzymywać ten newsletter, a jeszcze go nie prenumerujesz, kliknij tutaj
Możesz skomentować ten artykuł na stronie www.pocztazdrowia.pl

Jak martwe zęby wpływają na Twoje zdrowie?

Jeśli zapominasz o tej codziennej czynności,
ryzyko, że zachorujesz na serce,
rośnie o 70%

Szanowny Czytelniku,
„Twoja jama ustna jest połączona z resztą ciała” – wyjaśnia  Anthony Lacopino, dziekan wydziału stomatologii Uniwersytetu Manitoba (Kanada). „To, co dzieje się w jamie ustnej, może mieć znaczący wpływ na funkcjonowanie wszystkich narządów. Działa to w obie strony: wszystko, co dzieje się wewnątrz naszego ciała, znajduje odzwierciedlenie w stanie zdrowia jamy ustnej”1.
Koniecznie zachowuj właściwą higienę jamy ustnej, ponieważ istnieje coraz więcej dowodów na to, że stan zębów i dziąseł wpływa na ogólny stan zdrowia.
Związek między chorobami dziąseł a chorobami układu krążenia może nie wydawać się oczywisty. Jednak przewlekłe stany zapalne dziąseł są głównym czynnikiem prowadzącym do rozwoju miażdżycy tętnic (czyli powstawania złogów w tętnicach), która z kolei przyczynia się do zawału serca.
Podczas prowadzonego w Szkocji badania, którego wyniki opublikowano w 2010 r., stwierdzono, że częstotliwość szczotkowania zębów ma znaczący wpływ na ryzyko zachorowania na choroby układu sercowo-naczyniowego. Badacze dowiedli, że u osób, które nie dbają o higienę jamy ustnej, ryzyko chorób układu krążenia jest o 70% wyższe niż u osób, które szczotkują zęby dwa razy dziennie2.
Badanie to potwierdza wyniki innego badania z kwietnia 2009 r., które wykazało „związek pomiędzy paradontozą (stanem zapalnym dziąseł) a arteriosklerozą (miażdżycą) ”3.
Odkrycie to jest kolejnym powodem, aby założyć, że chorobom serca można zapobiegać niewielkim nakładem pracy. W tym przypadku – zwykłym myciem zębów.

W jaki sposób zapalenie dziąseł prowadzi do chorób serca?

Trzeba pamiętać, że zapalenie dziąseł ma wpływ na kości szczęki i żuchwy oraz otaczające je tkanki. Tą drogą bakterie z łatwością przedostają się do krwiobiegu, powodując stany zapalne ścian naczyń krwionośnych.
Organizm zaczyna wytwarzać cholesterol służący do „łatania” uszkodzonych ścian naczyń krwionośnych, co z kolei prowadzi do powstawania złogów w tętnicach, a tym samym do wzrostu ryzyka zawału lub udaru.
Tak więc najważniejsze jest zlikwidowanie przewlekłych stanów zapalnych i systematyczne szczotkowanie zębów, które eliminuje przyczyny zapaleń.

Jak martwe zęby wpływają na Twoje zdrowie?

Istnieje jeszcze jedna, często ignorowana zależność pomiędzy stanem jamy ustnej a Twoim zdrowiem: martwe zęby, które mogą mieć poważny wpływ na Twoje ciało.
Doskonałe, choć mało znane, trwające 25 lat badania prowadzone przez dr. Westona Price'a opublikowane w 1923 r. dowiodły, że martwe zęby mogą prowadzić do przewlekłych chorób degeneracyjnych, takich jak:
  • choroby układu sercowo-naczyniowego,
  • nowotwory,
  • artretyzm i reumatyzm,
  • choroby mózgu i układu nerwowego.
Mogłoby się wydawać, że martwy ząb to kłopot z głowy. Jednakże jest dokładnie na odwrót.
Zęby są takim samym narządem jak każdy inny. Miazga zęba wypełniająca korzenie oraz komorę zęba jest bogato unaczyniona i unerwiona. Martwy ząb może stać się siedliskiem bakterii powodujących przewlekły stan zapalny.
Dzieje się tak nawet wtedy, gdy martwy ząb nie wykazuje żadnych objawów infekcji. Powodem tego jest obecność bakterii anaerobowych (niepotrzebujących tlenu do życia), które nadal rozmnażają się wewnątrz martwego zęba.

Martwy narząd w Twoim ciele

Toksyny uwalniane przez te bakterie mają niezwykle silne działanie. To tak, jakby w Twoim ciele pozostawał martwy lub zainfekowany narząd (na nieco mniejszą skalę).
Czym dłużej martwy ząb pozostaje w Twojej jamie ustnej, tym więcej pracy ma Twój układ odpornościowy. Antybiotyki nie działają, ponieważ bakterie chroni przed nimi otaczająca je tkanka zęba.
W tkankach wokół wierzchołka korzenia martwego zęba tworzy się stan zapalny. Przez naczynia krwionośne i chłonne toksyny bakteryjne  przedostają się do pozostałych narządów, mogąc powodować między innymi:
  • choroby autoimmunologiczne,
  • nowotwory,
  • choroby kości,
  • zespół jelita drażliwego,
  • depresję.
Najlepszym sposobem na zapobieganie przewlekłym stanom zapalnym jest stosowanie diety, która nie zawiera produktów sprzyjających zapaleniom:
  • utlenionego cholesterolu,
  • rafinowanej mąki i cukru,
  • kwasów tłuszczowych trans.
Jedząc mniej cukru, hamujesz rozwój bakterii, które powodują próchnicę. Aby mieć pewność, że Twoje zęby i dziąsła są zdrowe, regularnie odwiedzaj swojego dentystę.

Jak myć zęby we właściwy sposób?

Podczas mycia zębów pamiętaj, że zbyt długie i zbyt silne ich szczotkowanie przynosi więcej szkody niż pożytku. Grozi to uszkodzeniem szkliwa i dziąseł.
Ponadto nie zapominaj o czyszczeniu przestrzeni pomiędzy zębami. Raz dziennie użyj irygatora wodnego, a dwa lub trzy razy w tygodniu zastosuj nici dentystyczne.
Irygator jest lepszy od nici, ponieważ nie powoduje krwawienia dziąseł. Nie  dochodzi więc do skaleczeń dziąseł i kontaktu otwartych naczyń krwionośnych z resztkami jedzenia, jak to ma miejsce w przypadku korzystania z nici dentystycznych i co może mieć katastrofalne skutki.
Jednakże irygator wodny nie nadaje się on tak dobrze do czyszczenia trudno dostępnych miejsc.
Na zdrowie!
Jean-Marc Dupuis
****************
Mam Ci do przekazania niezwykle ważne informacje na temat nowych naturalnych metod leczenia chorób serca, a także cukrzycy, artrozy, nowotworów, depresji, chorób skóry itd. Przeczytasz je tutaj.

****************

Źródła:
(1) Dr A. Iacopino, wywiad z Paulą Spencer, «7 Things Your Teeth Say About Your Health», ze strony caring.com: http://www.caring.com/articles/7-things-teeth-say-about-health
(2) De Oliveira et al. «Toothbrushing, inflammation, and risk of cardiovascular disease: results from Scottish Health Survey», British Medical Journal, April 2010, http://www.bmj.com/content/340/bmj.c2451.abstract
(3) Seymour G.D, Forde, P.J. Et al, «Infection or Inflammation: The Link Between Periodontal and Cardiovascular Diseases», http://www.bio-therapy.net/content/view/3115/222/.
Kliknij odpowiednią ikonę, aby polecić newsletter Poczta Zdrowia swoim znajomym!
Jeśli chcesz bezpłatnie otrzymywać ten newsletter, a jeszcze go nie prenumerujesz, kliknij tutaj
Możesz skomentować ten artykuł na stronie www.pocztazdrowia.pl

wtorek, 25 czerwca 2013

Szczepionki

Szczepionki: Co powinien wiedzieć każdy rodzic?

O tym, że władze Unii Europejskiej ogłosiły wprowadzenie nowej szczepionki „6 w 1” przeznaczonej do stosowania u niemowląt, przeczytałem w jednej z notek prasowych. Szczepionkę tę produkuje pod nazwą Hexyon koncern Sanofi i ma ona zapobiegać błonicy, tężcowi, krztuścowi, WZW typu B, polio i niektórym innym chorobom takim jak zapalenie opon mózgowych wywołane bakterią Haemophilus influenzae typu B (w Polsce analogiczną szczepionką „6 w 1” jest Infanrix Hexa produkowana przez GlaxoSmithKline).
Szczepienia od dawna budziły moje obawy, jednakże ta wiadomość sprawiła, że zaniepokoiłem się jeszcze bardziej!
Połączenie kilku szczepionek w jedną oznacza równocześnie połączenie towarzyszących im skutków ubocznych!
Ponadto, czym więcej szczepionek podawanych jest w jednym zastrzyku, tym trudniej dowieść, która z nich wywołała dany skutek uboczny. Aby uzasadnić występowanie efektów ubocznych w wiarygodnie statystyczny sposób, muszą być one poważne i występować w wielu przypadkach. Jednakże takie badania prowadzi się dopiero wtedy, gdy społeczeństwo zacznie się orientować, że efekty uboczne powodowane przez szczepionki nie są bez znaczenia.

Niepokojące skutki uboczne

Alarmująca liczba badań naukowych ujawniła niebezpieczeństwa związane ze stosowaniem szczepionek.
To już nie tylko ostrzeżenia płynące z niewielkich stowarzyszeń czy grup o charakterze „sekciarskim”. Obecnie wątpliwości i obawy wyrażają osoby związane z branżą medyczną na całym świecie.
British Medical Journal – wydawane na całym świecie szanowane recenzowane czasopismo medyczne – 30 stycznia 2013 r. opublikowało wyniki badania wskazującego, iż szczepionka przeciw grypie H1N1 Pandermix (niestosowana w Polsce) spowodowała tysiące przypadków narkolepsji u dzieci. Narkolepsja to ciężka i nieuleczalna choroba, a liczba przypadków zachorowań związanych z podaniem szczepionki nie rekompensuje nawet liczby osób uratowanych dzięki tej właśnie szczepionce1. Istnieje również słabo udokumentowane powiązanie pomiędzy szczepionką przeciw grypie a zespołem Guillaina-Barrégo (autoimmunologiczne uszkodzenie nerwów objawiające się m.in. niedowładem, bólami korzeniowymi)2.
Gardasil, szczepionka przeciwko HPV (wirusowi brodawczaka ludzkiego) - od kilku lat stosowana w Polsce pod nazwą Silgard - która ma zapobiegać rakowi szyjki macicy, również wiąże się z głośnym skandalem. Według danych zebranych przez stowarzyszenie Sanevax szczepionka ta jest odpowiedzialna za 29 003 przypadki ciężkich efektów ubocznych oraz za co najmniej 130 zgonów3.
Szczepionka przeciwko WZW typu B jest również krytykowana. Zarzuca się jej niszczenie komórek wątroby, mimo że jej zadaniem jest ochrona przed chorobami wątroby4. Ponadto 21 listopada 2012 r. francuska Rada Stanu uznała, że glin zawarty w szczepionkach przeciwko WZW typu B był przyczyną ciężkiej wyniszczającej choroby zwanej zespołem makrofagowego zapalenia mięśniowo-powięziowego (MMF), na którą od 1996 r. cierpiał jeden z pracowników paryskiego magistratu; w wyniku tej decyzji pracownik otrzymał odszkodowanie5. W podobnej sytuacji mogą znajdować się tysiące ludzi, którym nie przyszło do głowy złożenie oficjalnej skargi.
Szczepionki mogą w niewielkich ilościach zawierać różne substancje toksyczne, takie jak formaldehyd (rakotwórczy), rtęć (neurotoksyczna), glin (neurotoksyczny) czy fenoksyetanol. Na działanie tych substancji szczególnie wrażliwe są małe dzieci, u których mogą wystąpić poważne zaburzenia funkcji układu nerwowego i odpornościowego.
Cząsteczki tych substancji stosowane są jako adiuwanty, które zwiększają skuteczność szczepionek, czyli odpowiedź układu odpornościowego. U niektórych osób istnieją także predyspozycje genetyczne, które powodują, że po podaniu szczepionki ich układ odpornościowy rozregulowuje się, co prowadzi do powstawania chorób autoimmunologicznych takich jak zespół makrofagowego zapalenia mięśniowo-powięziowego (MMF), zespół Guillaina-Barrégo lub zespół antyfosfolipidowy; te skutki uboczne są niezwykle poważne i choć występują rzadko, to jednak są dobrze udokumentowane.
Glin może także przyczyniać się do powstawania choroby Alzheimera oraz raka piersi, co wyjaśniałoby epidemię zachorowań wśród pokolenia powojennego.

Wątpliwa przewaga korzyści nad ryzykiem

Wszystkie te działania niepożądane są przedstawiane przez władze oraz media jako mało znaczące w porównaniu z „ogromnymi korzyściami”, które niosą ze sobą szczepienia.
Według powszechnej opinii szczepionki są doskonałą ochroną przed wieloma chorobami zakaźnymi. Panuje też przekonanie, że szczepionki pomogły zwalczyć liczne epidemie dziesiątkujące ludność we wcześniejszych epokach: dur brzuszny, cholerę, krztusiec, szkarlatynę, gruźlicę, zapalenie opon mózgowych, tężec, jak również choroby wieku dziecięcego, czyli odrę, świnkę, różyczkę itp.
Jednakże prawda naukowa i historyczna zmusza mnie do stwierdzenia, że – z wyjątkiem polio (którego historia zasługuje na osobny artykuł) – jest to zwykły mit.
Wymienione powyżej choroby przestały być przyczyną zgonów na dużą skalę jeszcze przed wprowadzeniem odpowiednich szczepionek. Przyczyniło się do tego zmniejszenie liczby osób żyjących w skrajnej nędzy, zmiana warunków życiowych, poprawa higieny oraz jakości wody pitnej, a także zmniejszenie stopnia niedożywienia.

Błonica – charakterystyczny przykład

Nie jestem w stanie omówić wszystkich chorób, skupię się więc na tych, które są najbardziej charakterystyczne. Opisane sytuacje są niezwykle podobne do przypadków związanych z innymi chorobami, na które nasze rządy przeznaczają fundusze w celu wykonywania masowych szczepień. Więcej informacji oraz szczegółowe dane liczbowe można znaleźć w raporcie dotyczącym szczepień w Europie „Survey on Vaccinations in Europe”6.
W Hiszpanii odnotowano 5000 zgonów spowodowanych błonicą w 1900 r., ale tylko 81 w roku 1964, w którym wprowadzono rutynowe szczepienia przeciwko tej chorobie.
We Francji obowiązkowe szczepienia na błonicę wprowadzono w 1938 roku. W kolejnym roku we Francji odnotowano 15 000 przypadków zachorowania na błonicę – i trzy razy tyle podczas wojny!
W Niemczech w czasie I wojny światowej odnotowywano 100 000 przypadków błonicy rocznie. Władze nazistowskie wprowadziły obowiązkowe szczepienia przeciw błonicy w 1939 r. W roku 1940 odnotowano 100 000 przypadków, a w roku 1945 – 250 000. Po wojnie zaprzestano obowiązkowych szczepień, a mimo to liczba zachorowań na błonicę spadała systematycznie, aż do 800 przypadków w 1972 r. (czyli o 99,2%).
W Norwegii odnotowano 555 zgonów spowodowanych błonicą w 1908 r., ale tylko dwa w roku 1939. Wtedy władzę w Norwegii przejął rząd nazistowski, który narzucił obowiązkowe szczepienia; w 1942 r. odnotowano 22 787 przypadków zachorowań na błonicę oraz 700 zgonów.
Liczby te oznaczają, że błonica rozprzestrzenia się przede wszystkim w okresach pogorszenia warunków życiowych (wojna), a kampanie związane z masowymi szczepieniami niestety przyczyniają się do zwiększenia liczby zachorowań. Często zdarza się, że wraz z poprawą higieny i sytuacji materialnej liczba ta spada do poziomu zerowego.
Oznacza to także, że rządy poszczególnych krajów są w stanie wprowadzać systematyczne szczepienia przeciwko chorobom, które w zasadzie już nie istnieją (jak to było w przypadku Hiszpanii w 1964 r. lub Niemiec w 1939 r.).

Powszechne zjawisko

Podobne zjawisko zaobserwowano w przypadku innych częstych chorób zakaźnych.
Dur brzuszny, który zdziesiątkował armię Napoleona oraz który spowodował od 5 do 7 tysięcy zgonów w ciągu jednego roku podczas hiszpańskiej wojny domowej (od 1937 r.), przestał stwarzać zagrożenie pod koniec lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, bez potrzeby wprowadzania masowych szczepień.
Szczepionkę przeciwko krztuścowi zaczęto podawać w USA dopiero w latach czterdziestych ubiegłego wieku. W Anglii dopuszczono ją do użytku w 1953 roku. Jednakże liczba zgonów dzieci poniżej 15 roku życia spowodowanych krztuścem zmalała do tego czasu z 1500 do 25 na milion (w porównaniu z rokiem 1850). Oznacza to, że liczba zgonów spadła o 98,5% bez konieczności szczepienia.
Kiedy w 1965 r. wprowadzano w Hiszpanii szczepienia skojarzoną szczepionką DiPerTe (błonica, krztusiec, tężec), liczba zgonów spowodowanych błonicą wynosiła nie więcej niż 33 rocznie.
Od lat sześćdziesiątych XX w. nie odnotowuje się praktycznie żadnych zgonów spowodowanych szkarlatyną, mimo braku szczepionki przeciwko tej chorobie.
We Francji rozpoczęto prowadzenie kampanii związanej ze szczepionką MMR (odra, świnka, różyczka) w 1983 r., mimo że liczba zgonów spowodowanych przez różyczkę spadła do 20 osób rocznie (w porównaniu z 3756 osobami w roku 1906), co oznacza spadek rzędu 99,5% bez szczepienia! W Hiszpanii w 1901 r. na różyczkę zmarły 18 473 osoby, a w 1981 r. – 19. Dlatego też ogólnokrajowa akcja szczepień rozpoczęła się w... 1982 roku.

Gruźlica i BCG

Jednak najbardziej charakterystycznym przykładem jest gruźlica. Teoretycznie gruźlicy zapobiegać ma szczepionka BCG, jednakże w rzeczywistości najszybszy spadek zachorowalności odnotowano w krajach takich jak Belgia czy Holandia, które nie wprowadziły szczepień, a nie na przykład we Francji, w której szczepi się wszystkie dzieci w wieku szkolnym.
Obecnie, mimo że szczepienia przeciwko gruźlicy nie są już obowiązkowe w Niemczech, Anglii, Belgii, Luksemburgu, Holandii czy Hiszpanii, a we Włoszech obowiązkowe są jedynie dla osób dorosłych z niektórych grup ryzyka (służba zdrowia, wojsko itp.), to w Polsce nadal co roku szczepi się… noworodki, w tym również dzieci urodzone przedwcześnie! (Podanie pierwszych szczepień zaleca się u stabilnych dzieci urodzonych poniżej 32 tygodnia ciąży im przed wypisaniem ich z oddziału noworodkowego – i chodzi tu nie tylko o szczepienie BCG, ale i: WZW b, DTP, IPV, HIB, PCV)7.
Wyniki badań prowadzonych przez francuski INSERM (Narodowy Instytut Zdrowia i Badań Medycznych) są jednoznaczne: do momentu wprowadzenia szczepień BCG 5 stycznia 1950 r. zachorowalność na gruźlicę zdążyła spaść o 80% pomimo trudnych powojennych warunków. Oznacza to, że fala szczepień nie miała żadnego wpływu na krzywą zachorowalności. Zachorowalność spadała w tym samym tempie dzięki poprawie higieny oraz zwiększonemu dostępowi do bieżącej wody. Nic w tym dziwnego, ponieważ szczepionka BCG nie chroni skutecznie przed zachorowaniem ani przed przekazywaniem choroby. Te osoby, które umierają obecnie we Francji z powodu gruźlicy, to wcale nie ludzie, którzy nie zostali zaszczepieni, tylko najczęściej osoby wykluczone społecznie i skrajnie niedożywione.
Problem polega na tym, że szczepionka BCG niesie ze sobą wiele skutków ubocznych, w związku z czym w latach 70. i 80. XX w. w wielu krajach zniesiono obowiązkowe szczepienia. Szczepionka ta jest żywą szczepionką (atenuowaną, czyli zawierającą mikroorganizmy o obniżonej chorobotwórczości), co oznacza, że wiąże się z nią ryzyko zgonu, szczególnie w przypadku dzieci lub osób o obniżonej odporności. W badaniu przeprowadzonym w Barcelonie wykazano znaczny spadek zachorowalności na zapalenie opon mózgowych u małych dzieci po zaprzestaniu obowiązkowych szczepień BCG.
Tak więc to nie szczepionki pozwoliły nam uniknąć epidemii chorób zakaźnych, tylko poprawa warunków ekonomicznych, a co za tym idzie – poprawa higieny, warunków mieszkaniowych oraz diety. Gdyby warunki te uległy znacznemu pogorszeniu, z pewnością zaobserwowalibyśmy spory wzrost zachorowalności na te choroby, dokładnie jak stało się to w czasie II wojny światowej – i to mimo stosowania szczepionek.

Starannie ukrywana prawda

Masowe szczepienia na całym świecie wiążą się niestety z powstaniem ogromnej gałęzi przemysłu. Przemysł ten jest niezwykle lukratywny, ponieważ w całości finansowany jest przez rząd, a firmy chronione są zarówno prawem patentowym (regulowanym przez rząd) oraz przepisami skonstruowanymi w taki sposób, że zrozumieć je mogą tylko wybitni prawnicy. Co roku podaje się ludziom miliardy szczepionek, a koncerny farmaceutyczne zarabiają na tym dziesiątki miliardów euro.
Zagrożenie świńską grypą na przełomie 2009/20010 roku pociągnęło za sobą ogromne wydatki z budżetu Francji. Za samą szczepionkę przeciwko grypie A (94 mln dawek, czyli po dwie dawki na obywatela) rząd francuski zapłacił 1,5 miliarda euro.
Do kosztów zakupu szczepionek trzeba było także doliczyć:
  • koszt szczepień – 35,8 miliona euro,
  • zakup respiratorów – 5,8 miliona euro,
  • zakup leków przeciwwirusowych – 20 milionów euro,
  • zakup masek ochronnych – 150,6 miliona euro,
  • koszty transportu – 41,6 miliona euro.
  • koszt wynagrodzeń dla personelu medycznego – 290 milionów euro,
  • koszt kampanii informacyjnej – 59,6 miliona euro,
  • wydatki lokalne – 100 milionów euro,
  • a także od 375 do 752 milionów euro na wydatki powiązane z konsultacjami lekarskimi i wydawaniem recept.
Wykorzystano zaledwie 4,5 miliona szczepionek (to dobry wybór ze strony społeczeństwa), czyli z 94 milionów dawek aż 89,5 miliona wyrzucono do kosza, ponieważ skończyła się ich data ważności8.
Informacje o takim marnotrawieniu środków publicznych na ogromną skalę rozgłosili profesor Bernard Debré oraz lekarz i poseł Jean-Marie Le Guen. Jednakże media potraktowały tę sprawę jako pojedynczy przypadek, nie łącząc jej z nadmiernymi wydatkami na szczepienia we Francji i na całym świecie.

Brak monitorowania przypadków wystąpienia efektów ubocznych szczepionek

Nikt z nas nie myśli o tym, że szczepienie dzieci wiąże się z narażeniem ich na rzeczywiste ryzyko. Kiedy dziecko zachoruje po szczepieniu, rodzice z pewnością usłyszą, że to przypadek; podobnie stanie się w przypadku zgonu.
Co roku w podobnej sytuacji są tysiące rodziców. W kilka godzin po podaniu szczepionki u dziecka zaczynają pojawiać się objawy poważnych działań niepożądanych, poczynając od bólu głowy i wymiotów, poprzez egzemę, nadmierną aktywność, zaburzenia snu, aż do nieuleczalnych chorób autoimmunologicznych. Niekiedy dochodzi nawet do śmierci dziecka.
W większości przypadków personel służby zdrowia nie łączy tych objawów z podaniem szczepionki i w związku z tym nie zgłasza ich do odpowiednich władz.
Tak było w przypadku Christiny Richelle, która zmarła w wyniku komplikacji po podaniu szczepionki Gardasil przeciwko HPV (wirusowi brodawczaka ludzkiego) oraz wielu innych osób, których historie można przeczytać na stronach internetowych poświęconych szczepieniom9.
Oto jedna z historii zebranych przez EFVV (European Forum for Vaccine Vigilance):
Muszę zachować anonimowość, jednakże chciałabym dorzucić swój głos do tego projektu, ponieważ niezwykle się cieszę, że w końcu ktoś odważył się na zorganizowanie takiej akcji. Dwa miesiące temu moja córka zmarła po 24 godzinach od podania pierwszej dawki szczepionki DPT (błonica, krztusiec, tężec). To straszne przeżycie i nikt nie ma nawet pojęcia, jak mi źle. Była takim cudownym dzieckiem. Po zastrzyku płakała całymi godzinami, w bardzo dziwny sposób. Później była bardzo zmęczona i głęboko zasnęła... i już się nie obudziła. Zaczęłam się martwić, ponieważ spała już dłuższy czas; kiedy poszłam sprawdzić, co się dzieje, zauważyłam, że w międzyczasie zwymiotowała i przestała oddychać. Sekcja zwłok nie pomogła w ustaleniu przyczyny zgonu. Jednak ja wiem, że zabiła ją szczepionka. Przedtem nigdy nie chorowała. Jednakże lekarze reagowali na takie sugestie z wrogością. Boję się, � �e odbiorą mi drugie dziecko i oskarżą o zamordowanie mojej córeczki. Nie zasłużyłam na takie traktowanie. Jestem zbyt przerażona, aby móc w spokoju oddać się żałobie. Ona była taka śliczna...
Takie sytuacje zdarzają się bardzo często: oficjalnie nie istnieje żadne powiązanie pomiędzy szczepionkami a powodowanymi przez nie efektami ubocznymi. Większość lekarzy zaprzecza faktom. Jednakże mogliby po prostu dać każdemu szczepionemu pacjentowi formularz, który należy potem odesłać do URPL (Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych), zawierający pytania dotyczące efektów ubocznych czy innych działań niepożądanych zaobserwowanych przez pacjenta podczas, dajmy na to, ośmiu godzin po szczepieniu.
Dzięki temu moglibyśmy zacząć prowadzić globalne statystyki dotyczące działań niepożądanych związanych ze szczepionkami. W przypadkach takich jak opisany powyżej, rzeczywiście najłatwiej ogłosić zgon „z nieznanych przyczyn” lub nawet „z powodu SIDS (zespołu nagłego zgonu niemowląt)”. Podanie szczepionki niemowlęciu równoznaczne jest w prowadzeniem do organizmu nie tylko potencjalnie niebezpiecznych wirusów (nawet tych o obniżonej chorobotwórczości), ale także adiuwantów (substancji powodujących wzmocnienie reakcji na szczepionkę), z którymi nie radzi sobie niedojrzały jeszcze układ odpornościowy.
Jednakże z powodów niezwiązanych z naszym zdrowiem czy dobrem publicznym inspektorat sanitarny nie podejmuje takich kroków – chroni bowiem konta bankowe polityków i przedsiębiorców.

Co więc należy robić?

Czy oznacza to, że powinniśmy przestać szczepić dzieci?
Nie. Nawet jeśli informacje dotyczące dobroczynnego wpływu szczepionek na zdrowie publiczne są przesadzone, a dane dotyczące ryzyka związanego ze szczepieniami – ignorowane, nadal w wielu przypadkach stosowanie szczepionek jest uzasadnione.
Problem polega na tym, że nie przeprowadzono dotąd poważnych badań mających na celu ocenę pozytywnych i negatywnych skutków szczepień. Niestety ani społeczeństwo, ani lekarze nie dysponują obecnie żadnymi danymi, które umożliwiłyby im podejmowanie świadomych decyzji.
Musimy więc nadal grać w rosyjską ruletkę i szczepić się na ślepo.
Najsensowniejsze wydaje się unikanie szczepień nieobowiązkowych, jeżeli Twoje zdrowie na to pozwala. Bycie nadgorliwym kosztuje, ale jest też znacznie bardziej niebezpieczne.
Owszem, niektórzy ludzie – z tzw. grup podwyższonego ryzyka – są „narażeni” na pewne choroby w większym stopniu. Ale szczepienie dzieci zgodnie z kalendarzem szczepień jest w większości przypadków szkodliwe.
Nie można też zapominać, że w przypadku szczepionek obowiązkowych lekarz może odstąpić od szczepienia, jeśli stwierdzi istnienie przeciwwskazań. To nie tylko teoria: u wielu osób stwierdza się przeciwwskazania do szczepień; są to przede wszystkim alergicy, osoby cierpiące na choroby autoimmunologiczne lub osoby, których układ odpornościowy nie działa prawidłowo. Przed każdym szczepieniem należy więc odbyć wizytę u lekarza.
W Polsce obowiązkowe szczepienia obejmują dzieci i młodzież i dotyczą takich chorób jak gruźlica, WZW typu B (wirusowe zapalenie wątroby typu B), błonica, tężec, krztusiec, HIB (zakażenie Haemofilus influenzae typu b, Poliomyelitis (ostre nagminne porażenie dziecięce), odra, świnka, różyczka. Obowiązkowymi szczepieniami objęte są też narażone w szczególny sposób na zakażenie osoby, których wykaz można znaleźć na rządowych stronach10.

Niezbędna i nagląca reforma

Władze muszą koniecznie podjąć działania zmierzające do zwiększenia świadomości społecznej dotyczącej szczepionek oraz poinformowania lekarzy i społeczeństwa o wszelkich aspektach związanych ze szczepieniami.
Każda szczepionka powinna zostać opisana w sposób umożliwiający zapoznanie się z wiążącym się z nią ryzykiem. Każda z osób rozważających szczepienie powinna zostać poinformowana o przypadkach zgonów, niepełnosprawności czy trwałego uszczerbku na zdrowiu powiązanych ze szczepieniami.
W przypadku wielu ze szczepionek korzyści niekoniecznie przewyższają zagrożenia. W związku z tym na ich opakowaniach powinny znaleźć się czytelne i proste informacje dotyczące tego, czy dana szczepionka jest konieczna, zalecana czy całkowicie niepotrzebna w danym przypadku.
Ale nawet jeżeli to lekarze muszą upewnić się, że zgodnie z przysięgą Hipokratesa nie ryzykują zdrowia swoich pacjentów, nie możesz zapominać, że nie żyjesz w idealnym świecie i dlatego sam musisz zadbać o własne zdrowie.
Na zdrowie!
Jean-Marc Dupuis
PS: Jeśli masz w swoim otoczeniu osoby mające małe dzieci lub dopiero spodziewające się dziecka, te informacje mogą się okazać dla nich ważne. Prześlij je im, proszę.
Źródła:
  1. Risk of narcolpesy in children and young people receiving AS03 - BMJ 2013;346:f794
  2. Guillain-Barré Syndrome After Influenza Vaccination in Adults, David N. Juurlink, Therese A. Stukel, Jeffrey Kwong, Alexander Kopp, Allison McGeer, Ross E. Upshur, Douglas G. Manuel, Rahim Moineddin, Kumanan Wilson, Arch Intern Med. 2006;166:2217-2221.
  3. Raport przygotowany przez Sanevax: http://sanevax.org/breaking-news-gardasil-fingerprints-found-in-post-mortem-samples/
  4. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22249285
  5. http://www.quechoisir.org/sante-bien-etre/maladie-medecine/maladie/actualite-aluminium-dans-les-vaccins-lien-de-cause-a-effet-etabli
  6. Raport „Survey on Vaccinations in Europe” (Ankieta dotycząca szczepień w Europie), EFVV, do pobrania ze strony www.efvv.org
  7. http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2012/78/akt.pdf, s.19
  8. http://www.lemonde.fr/epidemie-grippe-a/article/2010/01/04/une-grippe-a-deux-milliards-d-euros_1287422_1225408.html
  9. http://www.gardasilandunexplaineddeaths.com/
  10. http://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2012/78/akt.pdf, s.3
Więcej informacji:
Meyer, J., & Jensen, K. A. (1954). A fatal case of tuberculosis produced by BCG. Am Rev Tuberc, 70(3), 402–412.
James E. F., Fatal case of tuberculosis produced by BCG, American review of tuberculosis, 1955, tome 71, pp. 321-323;
Pedersen, F. K., Engbaek, H. C., Hertz, H., & Vergmann, B. (1978). Fatal BCG infection in an immunocompetent girl. Acta Paediatr Scand, 67(4), 519–523.
OMS, L'éradication mondiale de la variole – Rapport final de la commission mondiale pour la certification de l'éradication de la variole, éd. OMS, 1980.
Kliknij odpowiednią ikonę, aby polecić newsletter Poczta Zdrowia swoim znajomym!
Jeśli chcesz bezpłatnie otrzymywać ten newsletter, a jeszcze go nie prenumerujesz, kliknij tutaj
Możesz skomentować ten artykuł na stronie www.pocztazdrowia.pl

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Dietą w cukrzycę - Audycja radiowa

Dietą w cukrzycę. "Po dwóch miesiącach widać bardzo wyraźne efekty"

Trójka
03.06.2013
– Nie da się oszukać organizmu. Jeżeli pozwalamy sobie skubnąć jakieś zakazane rzeczy, to zaczynamy zaburzać procesy w naszym organizmie i widać to od razu w wynikach badań – mówi dr Grażyna Pająk, biolog i dietetyk.
  • Cukrzyca i otyłość – można zwalczyć je samemu (Dobronocka/Trójka)
Dietą w cukrzycę. "Po dwóch miesiącach widać bardzo wyraźne efekty"Fot.: Glow Images
Cukrzyca to choroba numer 1 naszych czasów. Często łączy się z otyłością i w tym zestawie jest przyczyną chorób serca, różnych stanów zapalnych, w tym Hashimoto, otępienia czy raka. Okazuje się jednak, że niemal całkowicie wywołana jest przez czynniki środowiskowe i styl życia.
Wspomniane przyczyny cukrzycy pozwalają stwierdzić, że niemal w 100% można jej zapobiegać i ją leczyć - twierdzi dr Mark Hyman, konsultant do spraw zdrowia Białego Domu, który w książce "Koniec z cukrzycą i otyłością" przedstawił punkt po punkcie, jak to zrobić. To instrukcja obsługi człowieka XXI wieku, który chce odzyskać zdrowie raz na zawsze.
Więcej rozmów Grażyny Dobroń na temat rozwoju osobistego, zdrowia i psychologii znajdziesz na podstronach "Instrukcji obsługi człowieka" i "Dobronocki" >>>
Dr Grażyną Pająk, biolog i dietetyk zaznacza, że każdy powinien wyeliminować z diety cukry, syrop fruktozowy, gluten oraz kwasy tłuszczowe trans. Z kolei większość z nas przyjmuje za mało tłuszczów właściwych, które znajdują się na przykład w maśle.
Jeżeli zdecydujemy się na przejście na dietę bezglutenową powinniśmy odstawić wszelkie odmiany pszenicy, kaszę manną, kuskus, orkisz, ale również na pewien okres czasu żyto i jęczmień, a także owies.
Gościem audycji była także Joanna Figlewska, tłumaczka książki "Koniec z cukrzycą i otyłością”.
Audycji "Dobronocka" można słuchać w nocy z niedzieli na poniedziałek między północą a 2. Zapraszamy.
Koniec z cukrzycą i otyłością - Mark Hyman
Koniec z cukrzycą i otyłością
Autor: 

KONIEC Z CUKRZYCĄ I OTYŁOŚCIĄ!
Rewelacyjny program utraty wagi, zapobiegania chorobom, i znakomitego samopoczucia!

Czy masz nadwagę?
Czy lekarz powiedział Ci, że Twoje stężenie cukru na czczo jest trochę za wysokie?
Czy masz niepohamowany apetyt na słodycze i węglowodany wysokoprzetworzone?
Czy masz wysokie ciśnienie tętnicze?
Czy w Twojej rodzinie ktoś cierpiał na cukrzycę, choroby serca lub otyłość?

Jeśli Twoja odpowiedź na którekolwiek z powyższych pytań jest twierdząca, to znaczy, że ta książka jest Ci potrzebna.
Dzięki zawartym w niej przepisom na śniadania obiady i kolacje, których wykonanie jest nieskomplikowane i mało pracochłonne, schudniesz i unormujesz poziom glukozy we krwi. Ponadto owe przepisy na pełne 6 tygodni programu pozwolą Ci się przestawić na nowy, zdrowy styl życia!
 ukryj.

źródło opisu: Nowa Proza, 2013
źródło okładki: http://www.nowaproza.eu/ksiazka/289/koniec-z-cukrzyc%C4%85-i-oty%C5%82...»